Tranzycja: Adelajda: larwa, motyl, pociąg podmiejski SKM, ekspresowy pociąg

Felieton z krótkiej chwili życia – Adelajda

Tym razem oddaję łamy swojego bloga innej transpłciowej kobiecie, Adelajdzie, która przeszła tranzycję wewnętrzną jak i zewnętrzną. Tak, to opowieść o tranzycji, która wymagała odwagi i determinacji. Myślę, że ta historia może być inspirująca dla dojrzałych osób, które założyły rodzinę, jednak… Zapraszam do przeczytania tej opowieści. ~Ka

Grafika: rysunki na grafice od lewej: larwa i motyl oraz pociąg podmiejski SKM (starego typu EN57) i szybki pociąg, wszystko we fioletowych barwach. W tle przyciemniona transowa flaga.


Transpłciowość stała się moją inspiracją do wewnętrznej transformacji. Tranzycja to wielka zmiana w moim życiu. Było to trudne postanowienie dla mnie, jako osoby wysoko wrażliwej, która boi się zranić najbliższych. Decyzja, czy dalej dać się popychać przez fale życia, stosować się do schematów, norm narzuconych nam od dzieciństwa. A może jednak zawalczyć o siebie, przerwać koszmar 10-letniego dziecka.

Moje dzieciństwo postrzegam jako szukanie przyjaciół, których nie było, do tego poniżanie i rozczarowanie. Były też krótkie chwile radości, kiedy obca osoba w sklepie pogratulowała mojej mamie ślicznej córeczki, kiedy krawcowa stwierdziła, że mam biodra jak dziewczynka… Te lata nauczyły mnie ukrywania tego co czuję. Zamykałam się w coraz grubszą skorupę, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, pod którą byłam prawdziwa ja. Długie lata samotności, które trwały mimo założenia rodziny, tak jak „należało”, próbowałam być „normalną”…

Nieunikniona refleksja

Po wielu latach ciągłego odrzucania myśli o własnej kobiecej tożsamości płciowej, przyszła chwila, gdy poczułam ogromny wewnętrzny ból. Poczucie straconego czasu, świadomość, że moje życie nie posunęło się do przodu. Naszła mnie szalona myśl, że mogę to zmienić.

Rozpoczęłam poszukiwania, trafiłam na Blog Ka, na którym przeczytałam o moich problemach, o tym, że jest z nich wyjście, że nie jestem sama. Zobaczyłam światełko w tunelu, nadzieję na zmianę.

Wtedy zdecydowałam się zatelefonować do psycholożki, która, mimo że nie miała wolnych terminów, zgodziła się jednak na konsultację. Pamiętam tę godzinę, która prawie całą przepłakałam. Kilka spotkań, które uświadomiły mi, że jestem ważna, że w ścianie, przed którą się znalazłam, są drzwi, nacisnęłam klamkę i weszłam…

Niedługo potem udałam się do endokrynologa. Dostałam pierwszą receptę To kolejna chwila, którą doskonale pamiętam: bieg jak na skrzydłach do apteki. Byłam taka szczęśliwa.

Lęki, czy na pewno to przemyślałam?

Po miesiącu nastąpiło nagłe załamanie, moja głowa zaczęła wizualizować konsekwencje moich decyzji. Moje życie budowane przez lata miało ulec bezpowrotnej zmianie, bałam się tego. Przeżyłam wtedy ostateczny, wewnętrzny coming out, wyszłam z tego silniejsza i pewna swoich decyzji.

Zaczęłam swój coming out wśród najbliższych, były różne reakcje: od zapowiadanego wsparcia, po szyderstwo i kpiny. Spotkały mnie trudne doświadczenia, które otworzyły mi oczy. Nastąpiła brutalna weryfikacja tych początkowo pozytywnych reakcji. Zaczęło się unikanie kontaktów ze mną. Usłyszałam bolesne słowa najbliższej osoby, że ją to przerosło. A kolejna stwierdziła, że jej wsparcie było kłamstwem. Czułam i nadal czuję głębokie rozczarowanie…

Pamiętam też chwilę strachu i bezsilności, gdy po czynnej napaści na mnie w moim domu, szukałam pomocy, zadzwoniłam na policję. Musiałam zgłosić dane osoby zgłaszającej, a to nie zgadzało się z moim głosem, usłyszałam kpinę w głosie przyjmującego zgłoszenie. Czekałam na ich przyjazd trzy godziny, na dworze w kwietniu, było mi strasznie zimno, tak na zewnątrz jak i w środku. To drugie poczucie zimna było trudniejsze do wytrzymania. Panowie policjanci nie przyjechali. Uświadomiłam sobie wtedy, że mogę liczyć w takich sytuacjach tylko na siebie.

Po czasie zrozumiałam, że nie stawiałam wyraźnych granic w stosunku do ludzi, którzy chcieli mnie atakować, którzy karmili się moją słabością. Brak reakcji na zaczepki, metoda szarego kamienia w sytuacji, gdy jestem zmuszona do mieszkania z osobami, które często nie szanują mnie jako człowieka, była i jest najlepszym rozwiązaniem. Wtedy brakowało mi tej wiedzy, męczyłam się z tym długo. Dom, który budowałam przez lata, stał się moim piekłem. Musiałam walczyć o to, by być traktowana na równi ze wszystkimi w domu. Coś, co powinno być oczywistością, stało się codzienną walką o siebie.

Tranzycyjny reset życia

Mój świat zmienił się o 180 stopni, znikły fikcyjne znajomości, nie miałam już niby przyjaciół. Nastąpił reset wszystkiego, o czym naiwnie myślałam, że jest niezmienne w moim życiu. Wtedy to po namowie lekarza zrobiłam coming out w pracy, a pracuję jako listonoszka, dostarczam listy i  emerytury, głównie starszym osobom, które mnie dobrze znają. Najpierw powiedziałam kilkudziesięciu osobom w pracy o mojej zmianie, poprosiłam o wsparcie, w większości było pozytywne przyjęcie. Niestety zgrzyt nastąpił, gdy poprosiłam koleżanki z pracy o możliwość korzystania z damskiego WC. Jedna z nich stwierdziła, że mogę, czemu nie… Jednak zrównała mnie wtedy do swojego męża, że skoro on w domu korzysta z tej samej co ona toalety, to ja też mogę tutaj w pracy. Koleżanka do dzisiaj a minęło 2,5 roku od coming outu „myli” zaimki, gdy do mnie mówi. 

Wreszcie nadszedł czas na coming out wśród moich klientów, a to ponad 2 tysiące ludzi. Obawiałam się tego bardzo. W tym celu rozdawałam karteczki z prośbą o inne komunikowanie się ze mną, o używanie żeńskich zaimków. Po tym przeżyłam ogromne zaskoczenie. Otóż dostałam potężne niespodziewane  wsparcie, które pozwoliło mi, jak to później sobie zwizualizowałam, na przesiadkę z pociągu podmiejskiego do ekspresu. Pamiętam telefon od ok 80-letniej klientki, która po otrzymaniu karteczki zadzwoniła do mnie i powiedziała: „witam w świecie bab”. Ten telefon był najlepszą rzeczą, jaka mnie wtedy mogła spotkać i która daje mi do teraz siłę, którą trudno opisać słowami, co czuje się w sercu. 

Tranzycja prawna

Potem zaczęłam przygotowania do sprawy sądowej o ustalenie płci. Musiałam się rozwieść z żoną, bo takie w Polsce mamy przepisy. Następnie zdobyłam opinie lekarskie, Pozew złożyłam w wydziale cywilnym w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. Czułam, że bardzo potrzebuję dokumentów na właściwe dane, które sprawiały mi niekończące się trudności dnia codziennego. Bałam się w tak prozaicznych sytuacjach jak  kontrola biletu miesięcznego, do tego były kłopoty z identyfikacją w urzędach, żenujące sytuacje, które trzeba przeżyć w trakcie tranzycji w Polsce.

W końcu rozprawa w sądzie, na wokandzie było sześć spraw frankowych i moja, czas został zaplanowany 15 minut. Usłyszałam z góry przygotowaną formułka o powołaniu biegłego i pytanie o uiszczenie opłaty. Do tego ignorancja w głosie i rozbawienie sędziego przy prośbie mojej adwokatki o odzywanie się do mnie w formie żeńskiej.

Następnie czekało mnie spotkanie z biegłym sądowym, który w pierwszych słowach wyraził swoje ubolewanie faktem, że musi opiniować orzeczenia lekarzy, którzy uczyli go zawodu.

Po trzech tygodniach odebrałam telefon od mojej adwokatki. Poinformowała o szybko podjętej decyzji o terminie kolejnej rozprawy. Drugie posiedzenie sądu trwało jeszcze krócej. W zasadzie tylko usłyszałam wyrok i wyszłam. Potem w ramionach adwokatki rozpłakałam się ze szczęścia. Udało się to, co wydawało mi się niemożliwe. Piszę te słowa na początku lutego 2024, mija właśnie rok od tego momentu.

Zrobiłam sobie karteczkę, która miała kilkanaście pozycji do wykreślenia, celem sfinalizowania tranzycji prawnej. Zaczęłam od USC w Gdyni, byli tam bardzo przyjaźni, nie stereotypowi urzędnicy, ale po prostu przyjaźni ludzie. Zmiana PESEL-u i imienia zajęły w sumie godzinę. Znowu miałam łzy wzruszenia. Dzień po dniu kobiet poszłam po odbiór dowodu osobistego, niby tylko kawałek plastiku, a uszczęśliwia, który załatwia tyle spraw. Potem cała reszta, ciąg zabawnych sytuacji, wszędzie zdziwienie, konsternacja, braki procedur, porady w centralach, komedia życia…

Operacja dołu, korekta narządów płciowych

I w końcu nadszedł czas decyzji o operacji, która we mnie dojrzewała, której się bałam tak samo jak jej pragnęłam. Jednak jej plusy przeważyły, zdecydowałam się na nią.

Ostatnia noc przed operacją była dla mnie bardzo trudna, bezsenna. Po przyjeździe do kliniki w Warszawie czekała mnie obowiązkowa kąpiel w paskudnym środku dezynfekcyjnym, miałam, zlepione włosy, które związałam podarowana gumką. Zasnęłam na stole, a po 8 godzinach odzyskałam świadomość, ból był uśmierzany kroplówkami. Do tego trzydniowe leżenie plackiem, które fatalnie odbiło się na moim kręgosłupie.

Teraz mija dwa i pół miesiąca po operacji, nadal jestem w trakcie rehabilitacji. Mogę na swoim przykładzie stwierdzić, że nie sama operacja jest wyzwaniem, lecz proces po niej, w którym musiałam i nadal muszę wykazać się morzem cierpliwości. Poczucie słabości, której się nie wstydzę, lecz staram przekuć na siłę.

Czasem przypominam sobie rozmowę z moim synem. Spytał się, czy zrobiłabym to jeszcze raz oraz moją odpowiedź: tak, jeszcze sto razy, bo bycie sobą i szczęście nie ma ceny. 

Decyzje, które podjęłam w związku z tranzycją, dały mi siłę i pewność siebie, o jaką bym się nie posądzała.  Życzę wszystkim nie tylko osobom transpłciowym odwagi. Idźcie za głosem serca. Życie mamy tylko jedno!


Ku inspiracji, Adelajda – kobieta transpłciowa 

Postscriptum

Przesyłam serdeczne podziękowania dla dziewczyn prowadzących Blog Ka i trójmiejską grupę towarzyską Tolerado za nieocenione wsparcie w najtrudniejszych chwilach oraz dla Ka za fachową pomoc w redagowaniu mojego wpisu. 🙂


Opublikowano

/ ostatnio zmodyfikowano

w

,

przez

Komentarze

Jedna odpowiedź do „Felieton z krótkiej chwili życia – Adelajda”

  1. Awatar wendigo
    wendigo

    „moją odpowiedź: tak, jeszcze sto razy, bo bycie sobą i szczęście nie ma ceny” – piękne, dokładnie tak 🙂 też bym to zrobił 🙂

Śmiało skomentuj:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Zadaj śmiało pytanie!

Nie przegap nic!

Join 47 other subscribers

Wesprzyj działalność Ka

Działam od lat. Moim paliwem jest dawanie innym wsparcia. Cieszę się z każdego podziękowania, udostępnienia, potwierdzenia, że moje działania są ważne i mają wartość. Nawet 5 zł będzie dla mnie ogromnym wsparciem! Dziękuję, że jesteście! 💜

Cyklicznie: Logo Patronite

Jednorazowo: Darowizna (kartą, przelewem)